Quickshot QS-137F: naprawa joysticka

Przełamałem noworoczny marazm motywacyjno-produktywny, który ciągnął się od czasu ostatniego wpisu. O ile w pracy nie ma problemów, to po powrocie do domu, do swoich obowiązków, projektów i planów, niestety ciągle brak motywacji oraz siły i ochoty do robienia czegokolwiek ciekawego. Ale ostatecznie, po kilku zmarnowanych wieczorach udało mi się wrócić na właściwe tory, do działania.

A do działania popchnęło mnie kilka losowych notatek Gynvaela o próbach przywracenia swojego Atari do życia. Przypomniałem sobie wtedy o nowym joysticku Python i stacji dyskietek 1541-II, jakie nabyłem w maju zeszłego roku. I od tamtej majówki leżakują w szafie, czekając na zainteresowanie i naprawienie. Prawie rok temu ożywiłem zdobytego Supercharger-a SV-123, a nawet nie było okazji nim zagrać. Dlatego uznałem, że to dobry moment, aby sięgnąć po drugiego joy-a i się nim zająć. Wtedy będzie można razem z dziewczyną pograć na komodorku, z czego na pewno się ucieszy…

W miniony weekend zabrałem się za wspomnianego Quickshot-a, jest to model QS-137F. Joystick jest multiplatformowym kontrolerem (Atari/Commodore, MSX, Amstard, Sega) znanym pod nazwą „Python 1M”. Literka „M” w nazwie określa zastosowanie mikrostyków, w porównaniu do zwykłego „Pythona” na stykach blaszanych (model QS-130F).

Zmiana tryby pracy do konkretnego systemu dokonuje się 4 pozycyjnym przełącznikiem suwakowym umieszczonym na spodzie urządzenia. Co ciekawe, po włączeniu opcji „Auto-Fire” jej działanie wyzwalane jest za pomocą dowolnego przycisku „Fire” i działa tak długo dopóki przycisk nie zostanie zwolniony. Zupełnie inaczej niż w innych modelach, gdzie funkcja ta działa bezustannie od razu po włączeniu.

Pierwsze testy pod moim małym testerem wykazały, że kierunki jako tako działają, choć czasem niestabilnie. Za to żadne przyciski nie reagują, mimo, iż wyraźnie słychać głośne przełączanie mikrostyków. Ale chociaż mikrostyki są całe, więc przynajmniej nie będzie problemów z kombinowaniem blaszek i sprężynek, bo właśnie to sprężynki najczęściej pękały przy mocnych gwałtownych ruchach.

Czas zajrzeć do środka. Już pierwsze spojrzenie sugeruje, że sprzęt był otwierany. Brakuje 2 śrubek, ale co tam, mam nadzieję, że nikt nic nie popsuł. Na szczęście niczego podejrzanego nie zauważyłem. Wszystko wygląda dobrze, żadnych pourywanych przewodów. Ale za to płytka wygląda na usmarowaną jakiś smarem, pewnie to zdegradowana substancja smarująca, oliwa czy inna wazelina z głownie łacącej podstawkę z dźwignią rączki. Obudowa również nieźle usyfiona, więc kąpiel jest obowiązkowa. Przed samym dokładnym czyszczeniem oraz myciem obudowy i płytek, dla wygody i rozdzielenia elementów z płyty głównej i układów znajdujących się w rączce, przeciąłem przewody (co widać dokładnie na zdjęciach).

W międzyczasie wykonałem również pomiary, bo skoro przewody wszystkie w całości, to byłem bardzo ciekaw, dlaczego mikrostyki nie działają. Po krótkich zabawach wszystko stało się jasne. Mikrostyki nie przewodzą bo ich rezystancja w czasie zwarcia styków wynosi od kilkudziesięciu om do kilkudziesięciu mega (!) omów (dla przycisków Fire). Z biegiem czasu styki zaśniedziały, utleniły się i pokryły różnymi tlenkami, przez co straciły swoją przewodność.

Najczęściej wystarczy przeczyścić styki mechanicznie, ale w wielu przypadkach najlepszym sposobem jest skorzystanie z dedykowanej chemii, bo nie zawsze jest dostęp lub możliwość rozbiórki przełączników i styków. Ja potraktowałem styki i sprężynki oraz przełączniki Kontaktem S a później oczyściłem Kontaktem U. Po tym zabiegu mikrostyki działają bez żadnego szwanku, stabilnie i bezproblemowo, prawie jak nówki sztuki ;)

Prace się trochę przeciągły w czasie, bo odkąd wróciłem do elektroniki to od dwóch lat moje laboratorium jest głównie ad-hoc, więc wyposażenie nie jest kompletne. Czasem brakuje specjalistycznych rzeczy, których nie mam w zasięgu ręki. Dlatego była okazja do zaopatrzenia się w trochę niezbędnej chemii dla elektronika, czyli zestaw Kontaktów, Cleanerów, izopropanola (IPA) i tym podobnych preparatów.

Taki zestaw będzie niezbędny przy renowacji nieco starszych sprzętów retro, a trochę takowego radiowego i audio hifi sprzętu czeka w kolejce, głównie z logiem Unitry z lat ’80 minionego wieku.

Po tych zabawach wszystkie styki w joysticku zaczęły działać prawidłowo, więc dolutowałem poprzecinane wcześniej przewody i myślałem już o skręceniu całości do kupy. A tu pojawił się mały fail, bo zapomniałem odpowiednio ułożyć obudowę korpusu przed lutowaniem i cały proces musiałem powtórzyć. Po lutowaniu w celu pozbycia się resztek topnika przemyłem płytki izopropanolem. Coś długo nie chciał wyparować, może dlatego ze na zewnątrz temperatury oscylują wokół zera. A wszelkie chemiczne preparaty zalecają użycie na wolnej przestrzeni lub w dobrze wentylowanych pomieszczeniach. Ale jakoś poszło, tylko dziwne uczucie lepkości płytki się pojawiło, może za mało IPA (?).

Po skręcaniu całości w czyściutkiej obudowie i podłączeniu joy-a do testera, wszystko zagrało idealnie. Jak się okazało naprawa bardzo prosta, w sensie można to potraktować jako przegląd i konserwacja.

Podobnie jak przy Supercharger-ze, tutaj również pokusiłem się o mały reverse engineering i korzystając z okazji grzebania w środku, odtworzyłem schemat urządzenia.

Tutaj również znajduje się bardzo prosty generator dla funkcji Auto-Fire oparty na przerzutniku Schmitta, który zbudowano dyskretnie na kilku tranzystorach (mała analiza takich generatorów być może wkrótce się pojawi). Joy jest multiplatformowy, obsługuje trochę więcej platform niż mój poprzedni wynalazek. Dlatego dla ułatwienia ewentualnej analizy zebrałem zestawienie różniących się linii, które dla każdej platformy odpowiednio zwierane są za pomocą przełącznika suwakowego Sw1. W sumie nie ma sensu tworzyć takiej listy. Przy naprawie Superchargera odesłałem do wspaniałej listy na Individual Computers, więc i tym razem po szczegóły i różnice w platformach odsyłam właśnie tam: DB9-Joystick.

Ogólnie to cyfrowe joysticki są bardzo banalnymi konstrukcjami. W sumie, w analogowych też żadnej skomplikowanej magii się nie znajdzie. Ot kawałek prostej elektroniki.

Quickshot przywołuje mi pewne wspomnienia z dzieciństwa. Pamiętam, że takiego samego Pythona miał jeden z moich kolegów z szkolnych lat. Często u niego naparzaliśmy w różne fajne gierki. A teraz mam już dwa joysticki sprawne, więc jest duża szansa, że w najbliższy weekend trochę czasu spędzę z dziewczyną na retro-zabawie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *