Święcelnik – śląskie drożdżowe ciasto z mięsem


Ta notatka została oznaczona jako wymagająca dopracowania: skalowanie fotek.
Zawartość wpisu może ulec zmianie, zatem zapraszam do ponownych odwiedzin w niedalekiej przyszłości :)

Święta Wielkiej Nocy w tym roku, z powodu panującej pandemii, spędzamy w ograniczonym gronie, czyli sami we dwójkę w Warszawie. W związku z czym wpadłem na szalony pomysł, aby przygotować kilka dań, bez których w rodzimym domu na Śląsku nie sposób wyobrazić sobie świąt. Jednym z takich potraw jest Święcelnik, czyli lekko słodkie drożdżowe ciasto pieczone z wędlinami, kiełbasami i innymi wędzonkami. Dalsze kroki uzależniałem od możliwości zdobycia drożdży, które to dołączyły do listy towarów deficytowych, ale ostatecznie trafiłem na dostawę i nie było już żadnej wymówki…

Święcelnik jest tradycyjną śląską świąteczną potrawą pochodząca z regionu Wodzisławia Śląskiego (Połomia). Wypiekany jest w tych okolicach od ponad 700 lat tradycyjnie w Wielki Piątek i trafia do sobotniego koszyka ze święconką. Przepis przekazywany jest z pokolenia na pokolenie, i jak to bywa, różni się od siebie nieznacznie pomiędzy rożnymi osobami, rodzinami, czy miejscem wypieku.

W Internecie bez problemu można znaleźć wiele różnych wersji przepisu na Święcelnik. Ja swój przepis oparłem głównie na informacjach otrzymanych “ad hoc” z “pamięci” od mojej mamy. Ale nie ukrywam, że trochę też próbowałem go skonfrontować i “zmiksować” z innymi znalezionymi wersjami.


Przepis na Święcelnik

Składniki na ciasto:

  • 1 kg mąki pszennej / 450 (tortowa) + 650 (wypieki) /
  • 2 jajka
  • 10 dag drożdży
  • 10 dag margaryny/masła (stopiona i przestudzona)
  • 0,5 litra mleka (2 szklanki)
  • 4 łyżki cukru / 10 dag / pół szklanki /
  • 1 łyżeczka soli

Składniki na farsz /wsad/:

  • wędliny wedle uznania
    • kiełbasa biała, zwyczajna/śląska
    • boczek wędzony
    • baleron, szynka

Przygotowanie

  1. Na początek należy zająć się zaczynem. Do ciepłego (30 stopni) mleka (1 szklanka) dodać rozkruszone drożdże, 1 łyżkę cukru i trochę mąki. Wszystko wymieszać i odstawić pod przykryciem w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.

  2. Do przesianej mąki dodać inne sypkie składniki, roztrzepane jajka, wlać mleko, margarynę i wyrośnięty zaczyn drożdżowy. Całość dobrze wymieszać i ugniatać dopóki ciasto nie będzie elastyczne i bezproblemowo dochodziło od rąk i miski. Tak wyrobione ciasto odkładamy do wyrośnięcia na około 30 minut.

  3. Po wyrośnięciu podzielić na 2 części i rozwałkować na 1-1,5 cm grubości. Następnie napakować wędlin i kiełbas zawijając w roladę (forma keksowa) lub sakiewkę (forma tortowa). Ewentualnie odstawić na 15 minut do wyrośnięcia.

  4. Włożyć do wysmarowanej tłuszczem formy. Najlepiej tak, aby miejsce łączenia przypadało na spodzie, co pozwoli uchronić “przed otwarciem” w czasie pieczenia. Górną powierzchnię nasmarować roztrzepanym jajkiem.

  5. Piec około 45 minut w piekarniku nagrzanym do 220 stopni Celsjusza.


Ja piekłem trochę dłużnej niż podany czas. Nie byłem pewny, czy góra-dół, więc włączyłem obie grzałki. Choć jak dobrze pamiętam, to przy większości chlebów jakie wypiekałem w przeszłości ograniczano się do dolnej grzałki. Niemniej w połowie pieczenia święcelnika uznałem, że góra się już mocno spiekła, więc pozostały czas pracowała już tylko dolna grzałka w piekarniku.

Wyszło dobrze. Co prawda znacznie mniej słodsze niż u mamy i znacznie więcej napakowane mięsa (cieńsze ciasto). Ale dla mnie było to dodatkowym plusem. Wokół wędlin wytopiło się trochę mniej tłuszczu (tak mi się wydaje), więc mniej było “maślatego”. Może za bardzo przegrzałem, albo zabrakło trochę bardziej surowych i wędzonych wędlin.




Jak na mój pierwszy wypiek Święcelnika jest bardzo dobrze. Smakuje i to się liczy! A unoszący się zapach w czasie pieczenia i krojenia przypomina te domowe święta z dzieciństwa ;)

Do wiadomości chciałbym jeszcze dodać, że po małym rozpoznaniu okazuje się, że prawdopodobnie Święcelnik występuje też w innych rejonach Śląska pod innymi nazwami. Bo przygotowanie i wygląd Murzyna, Murzina, Szołdry jest bardzo podobne. Być może to tylko zbieżność, bądź jakiś rozłam lub ewolucja tej samej potrawy na przestrzeni wieków…


To nie jedyne świąteczne ekscesy w kuchni!

Rzuciłem się jeszcze na żurek, no bo co ugotować w Wielką Sobotę na Wielkanoc, jak nie Żurek po Staropolsku ;)

Choć nie był na własnym zakwasie1 a na jakimś kupnym, to jednak dzięki obszernemu wsadowi jaki przygotowałem, całość wyszła obiecująco (2 litry na dwie osoby) i równie dobrze smakowała.

Nie zabrakło też świątecznego deseru. Sernik przygotowany przez Anię i makowiec idealnie pasowały do kawy ;)


Przypisy

  1. Z własnym zakwasem to się ostatnio bawiłem przy pieczeniu chleba jakieś 5+ lat temu ;) ↩︎

-- 12 kwietnia 2020 • life • 664 słowa • 4 minuty czytania --

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *