Kupiłem sobie auto…

No i wreszcie, po wielu miesiącach mojego zmiennego stopnia zaangażowania i rozglądania się kupiłem sobie furę. Po około 10-ciu latach przerwy, znów jestem posiadaczem swoich własnych 4 kółek. Będzie można wyskoczyć gdzieś poza miasto na piknik, czy odwiedzić różne ciekawe zakamarki naszego wspaniałego kraju. A trochę ich jest i fajnie będzie się czasem wyrwać ze stolicy na małą weekendową przejażdżkę ;)

I tak stałem się posiadaczem nie tak starego, acz kompaktowego Forda Fiestę. Samochód z 2014 roku, po pierwszym właścicielu (z polskiego salonu, więc jest pełna historia), z silnikiem 1.5 w dieslu, z niecałym 100k przebiegiem i w jakże „ładnym” srebrnym kolorze.

Co prawda nie jest to dokładnie to co oczekiwałem i poszukiwałem. Nie jest to wersja w czarnej barwie, wyposażona w silnik o pojemności 1.6 z tempomatem, automatyczną klimatyzacją, przyciemnianymi szybami, czy innymi dodatkami i szitami. Ale ostatecznie po długich nieudanych poszukiwaniach musiałem pójść na mały kompromis i ustępstwa.

Ale przynajmniej ma komputer, klimę i czujniki parkowania. A to był dla mnie taki minimalny standard. No i co najważniejsze – jeździ, więc jakoś powinna się na Śląsk i Podlasie dokulać. Na najbliższe 2-3 lata na pewno wystarczy, a potem zobaczymy co dalej…

O tym, dlaczego kupno nowego auta uważam za nietrafioną inwestycję, chyba nie muszę pisać. Ale miałem już wiele pytań czemu akurat wybrałem Fiestę, a nie coś innego, lepszego. Mówiąc wprost to z powodu dobrego stosunku ceny do jakości oraz w miarę jako tako atrakcyjnego, a przynajmniej neutralnego wyglądu. Ciężko było mi znaleźć, w akceptowalnym budżecie, coś co nie tylko jeździ, ale też jakoś sensownie wygląda i mi się podoba, nie tylko technicznie.

Prawdę mówiąc może i mógłbym podwoić lub nawet potroić budżet (nie byłby to żaden problem) i zgarnąć coś nowszego, w wyższej klasie, czy standardzie. Tylko, że nie byłoby to zbyt rozsądne, a tym bardziej nie byłaby to dobra inwestycja dla mnie.

Po co pakować tyle kasy, gdy auto to będzie więcej stało niż jeździło. Do tego pod gołą chmurką, bo obecnie nie mam jeszcze garażu. Jeśli uda mi się zrobić chociaż 5k rocznie to będzie sukces (chociaż kto wie jak to będzie w praktyce). Co innego gdybym potrzebował auta do pracy, czy pokonywał duże odległości w miarę często i regularnie. Wtedy sprawa wygląda inaczej, wygoda, ergonomia i luksus też są potrzebne.

A obecnie nie widzę sensu bujania się codziennie po Warszawie autem i stania w korkach. Pewnie dlatego, przez 7 lat mieszkania w stolicy, zbytnio nie odczuwałem potrzeby posiadania samochodu. Choć nie muszę ukrywać, że zdarzały się sytuacje tego wymagające, a z czasem pojawia się ich znacznie więcej. No i teraz można rzucić wszystko w cholerę i pojechać poza miasto, w każdej chwili…

Rozgadałem się za kilkoma różnymi markami, głównie był to Ford, Hyundai, Kia, i nie tylko ich standardowe wersje osobowe, ale też i SUV-y. Moje długie poszukiwania kończyły się bezowocnie, zawsze coś nie pasowało, więc, gdy pojawiła się w okolicy okazja to musiałem z niej skorzystać, bo ileż czasu można bawić się w szukanie samochodu ;)

Myślałem, że sprawa kupna samochodu w moim przypadku, będzie szybka i prosta, o taka formalność. Wszakże jest tyle ogłoszeń, taki wybór, że tylko wybrać, kupić i jeździć. Nie sadziłem, że środowisko związanie z handlem samochodami jest trochę patologiczne. A to wszystko przez tych nie koniecznie uczciwych sprzedawców, którzy różnymi paskudnymi sztuczkami starają się wcisnąć Ci niezły „szajs”. Mimo, że znałem to głównie z różnych opowieści, to trafiło się trochę „ciekawych” ogłoszeń, nie do końca odzwierciedlających rzeczywistość.

A, że sam nie jestem żadnym ekspertem od motoryzacji, to do pomocy znalazłem sobie różnych znawców tematu, którzy pomagali ocenić i zdiagnozować interesujące mnie egzemplarze. Mimo to, ciężko było znaleźć coś dokładnie odpowiadającego moim potrzebom i wymaganiom. A żeby było to jeszcze w przyzwoitym stanie i cenie, to już w ogóle klapa. Dlatego ostatecznie poszedłem na ustępstwa i kompromis, no i udało się…

Miałem plan, aby za 2-3 lata wymienić te auto na coś nowszego i lepszego. Tyle, że to będzie oznaczało, że całą tą zabawę trzeba będzie rozkręcić na nowo. Nie wiem, czy będzie mi się chciało. Zobaczymy ;)

2 przemyślenia nt. „Kupiłem sobie auto…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *