Trip: Kazimierz Dolny, Janowiec i Puławy

O Kazimierzu Dolnym zapewne wszyscy słyszeli. To małe malownicze miasteczko nad Wisłą, będące perełką polskiego renesansu musi być bardzo zachwycające, skoro co weekend przeżywa najazd turystów. Ich liczba ponoć przekracza 10-krotnie ilość mieszańców. Zdecydowanie coś musi być na rzeczy, więc na weekendową wycieczkę obraliśmy za cel właśnie to miasteczko. Pora sprawdzić co tam się wyrabia...

Na początek zwiedziliśmy okolice Kazimierza, zaczynając od Wąwozu Korzeniowego.

W miasteczku jak i w jego okolicach znajduje się wiele wąwozów lessowych. Choć zdecydowanie najbardziej widowiskowy i malowniczy jest właśnie Korzeniowy Dół. Pozostałe, które oglądaliśmy znajdowały się w niedalekiej odległości od centrum miasta i nie były już tak szałowe jak ten tutaj.

Następny przystanek to wioska Mięćmierz, stara flisacka i rybacka osada, gdzie można jeszcze spotkać chatki pokryte strzechą. A z lokalnej górki Albrechtówki rozciąga się niezły widok na okolice. W oddali udało nam się zauważyć stary drewniany zabytkowy młyn oraz chatkę.

Stamtąd udaliśmy się w kierunku kamieniołomów lub tego co z nich pozostało. Znajdują się one w pobliżu przeprawy promowej do Janowca, z której oczywiście skorzystaliśmy, ale dopiero w niedzielę. W centrum wioski tradycyjnie zabytkowa studnia.

Głównym punktem na mapie turystycznej Kazimierza jest rynek, gdzie skupione są wszystkie główne atrakcje miasteczka - zabytkowa studnia, kamienice z zdobionymi fasadami, gotycko-renesansowy kościół farny i cała reszta innych zabytków...

Nad rynkiem góruje Wzgórze Trzech Krzyży, jedno z najbardziej znanych miejsc w Kazimierzu, na które bez problemu można wejść, mimo iż to obecnie teren prywatny. Z góry rozciąga się wspaniała panorama miasteczka, ale chyba bardziej atrakcyjniejsze widoki, szczególnie dorzecza Wisły, można dosięgnąć wzrokiem z Baszty.

Niestety zwiedzanie ruin XIV-wiecznego zamku oraz baszty musieliśmy przełożyć na niedzielny poranek. Był już późny wieczór i nie były one dostępne dla zwiedzających.

Taka niespodziewana mała zmiana planów zbytnio nie popsuła nam nastrojów. W kwaterze czekało zimne kazimierskie piwko, a upał w tym dniu był nie miłosierny, więc po kolacji powoli spacerkiem po bulwarach zaczęliśmy się "zwijać" do hotelu.

A z tego, że ulokowaliśmy się poza centrum to mieliśmy aż dwukrotnie okazję na spacer po bulwarach. Szczególnie ten wieczorny przy zachodzącym słońcu na rzeką dodawał niezwykłego uroku krajobrazowi... trochę tylko te komary i muszki psuły atmosferę...

Będąc w Kazimierzu zdecydowanie warto przeprawić się promem na drugą stronę rzeki i zahaczyć o Janowiec. Tam znajdują się malownicze ruiny XVI-wiecznego zamku wzniesionego na stromej skarpie nad Wisłą. Wydają się znacznie ładniejsze, większe i chyba lepiej zachowane od tych kazimierskich.

W drodze do Warszawy zrobiliśmy sobie jeszcze jeden przystanek - Park Czartoryskich w Puławach. O ile cześć zamknięta zespołu pałacowo-parkowego utrzymana jest w nienagannym stanie, to jednak cześć otwarta parku miejscami jest trochę "dzika".

Nie przeszkadza to jednak w miłym spędzeniu słonecznego popołudnia w parku, a przy okazji zaznajomienia się z rożnymi stylami architektonicznymi zabytkowych budowli.

Na zakończenie powinien odpowiedzieć na pytanie czy rzeczywiście Kazimierz jest taki zachwycający, jak go wszyscy malują? Mam co do tego trochę mieszane odczucia. Na pewno posiada wiele fajnych miejsc, zabytków i okolic wartych zobaczenia. Choć natłok turystów może być trochę denerwujący (pewne w sezonie letnim jest znacznie gorzej) to jednak miasteczko idealnie nadaje się na jedno-weekendowy wypad ;)

Wszystkie zdjęcia z wyjazdu dostępne są w albumie "Polska 2018".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *