Trip: Dzika Plaża w Arciechowie

Po okresie majowych różnych imprez, wreszcie pierwszy wolny weekend, w którym można odpocząć. Dla niektórych to zapewne jest nieco dłuższy weekend, a dla innych ot taki sobie zwykły. Ale żeby nie siedzieć w mieszkaniu przez cały dzień, w takie, jakby nie patrzeć już letnie upały, warto gdzieś wyskoczyć chociażby na krótko.

Plan był prosty - w sobotni poranek wypad pod Warszawę, w południowo-wschodnie rejony Wisły, na dziką plażę i okoliczne zielone tereny. Niestety ten kierunek nie wypalił, a alternatywna opcja zapoznania się z Zalewem Zegrzyńskim nie brzmiała zbyt zachęcająco - masa ludzi, tłum, zapełnione parkingi i korki... chociaż mówiąc szczerze nigdy tam nie byłem. Ale przeszukując mapę trafiłem na ciekawie wyglądające miejsce. Wielki fragment brzegu rzeki pokryty piaskiem - u zbiegu Buga i Narwi, w pobliżu wsi Arciechów. Wygląda ciekawie, jedziemy, to tylko 40km!

Miejsce jest trochę dzikie, a plaża położona jest na wale przeciwpowodziowym. Jest ogromna i pełno na niej piasku, dokładnie tak jak przedstawia zdjęcie satelitarne. Do tego fajne widoki i brak tłumów, ludzi tylko garstka, może to przez wczesną porę (godzina 13), choć co chwilę ktoś znikał, a ktoś się pojawiał... cisza i spokój, czyli idealne miejsce na wypoczynek.

Przy samym brzegu woda bardzo płytka, co dało się zauważyć po śmiałkach, którzy znaczny odcinek od brzegu pokonywali w wodzie po kostki lub łydki. Odnośnie czystości wody, to szału nie ma, w końcu to rzeczny dopływ zalewu... za to w piasku sporo muszelek.

Początkowo, kontrastujące na piasku jasne, odbijające światło kawałki nieokreślonego materiału, uznałem wzrokowo jak połamane fragmenty plastikowych odpadów i innych śmieci pozostawianych przez "odwiedzających". Ostatecznie okazało się że to pozostałości i fragmenty muszelek, jakie rzeka "wypluła" na brzeg. Chociaż w opiniach zaczytanych w sieci przewijały się doniesienia o tym, że po weekendach i "polaczkach" śmieci pełno zostaje na plaży. Na szczęście nie było tak strasznie.

Samochodem nie ma co się pchać pod samą plażę i wał, lepiej "porzucić" trochę wcześniej, bo droga iście polna z możliwymi wybojami. W miejscu gdzie zaparkowaliśmy auto, stały tylko 2 inne, a po powrocie było już ich znacznie więcej. Oczywiście samochody można spotkać w różnych miejscach, nawet pod samym wałem.

Miejsce fajne, wycieczka udana, więc liczę że jeszcze tutaj wrócimy. Szczególnie, że udało nam się zwiedzić tylko około 1/3 całego obszaru. Tak jakoś wydawało się, że już tutaj niedaleko za wzniesieniem kończy się plaża, piasek i pozostaje sam wał. Ale nic bardziej mylnego, mimo dłuższego spaceru w kierunku południowym, na północy znacznie większy obszar wciąż czeka na eksploracje.

Pełny album z kilkunastoma zdjęciami dostępny jest w nowo utworzonym albumie "Polska 2018".

Mam mały problem z dodaniem kilku zdjęć do wpisu, więc chwilowo tylko w powyższym albumie. Być może trzeba będzie wreszcie ogarnąć jakiś kawałek kodu do generowania i wstawiania fotek z Googla...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *