Trip: Kajaki nad Krutynią

Spędzenie sierpniowego długiego weekendu na kajakach było dobrym pomysłem. W sumie było to moje 3-cie spotkanie z kajakami. Pierwsza była Warta (endo), później Wisła (przez Warszawę) (endo), a teraz mała Krutynia gdzieś na Mazurach.

Kwaterowaliśmy się w domkach letniskowych w okolicach wsi Nowy Most. Pogoda dopisywała i było spokojnie, choć momentami padał deszcz, ale jakoś nie powstrzymywało nas to od dobrej zabawy. Przez co udawało się przepłynąć codziennie te 16-18 km. A po takim wysiłku standardowo grillowanie i browarowanie, więc de-facto spalone kalorie zostały odbudowane z nawiązką, co może trochę smucić patrząc na wystający brzuchol ;)

Kajakowanie w pierwszych dniach zaczynaliśmy spod domku, w górę i w dół rzeki. Takie wyprawy wiążą się z tym, że jedna cześć drogi poleci z nurtem, a w drugą trzeba machać pod prąd. Prąd nie był na tyle duży, aby sprawiało to jakieś problemy. Pokonanie odcinak pod prąd zajmowało nam zawsze o koło 30 minut dłużej niż w drugą stronę.


Pierwszy trasa doprowadziła nas do wsi Ukta. W drodze powrotnej okresami nawiedzał nas mały deszczyk, niewiele brakowało, abyśmy zakończyli trasę w tej wsi, bo nieźle się rozpadało, ale na szczęście po kilku minutach się uspokoiłoi i można było się zabierać za wiosłowanie...

Kolejny dzień to nowa trasa, tym razem w drugą stronę, wraz z nurtem rzeki w okolice Iznoty. Na tej trasie Krutynia przechodziła przez kilka jezior (Gardyńskie, Malinówko, Bełdany). A naszym punktem docelowym była kraina Galindów, specyficzny i oryginalny pensjonat zlokalizowany nad jeziorem Bełdany.

Gród plemienia Galindów, ludu który zamieszkiwał te tereny od V w. p.n.e., ozdabiają drewniane posagi dawnych bogów, wojowników i inne przeróżne rzeźby. Bardzo widowiskowe figury Słowian robią naprawdę nieziemskie wrażenie. Na terenie osady Galindów znajduje się hotel i restauracja, więc mały obiad w karczmie był chwilą wytchnienia przed powrotnym wiosłowaniem. A ja nie mogłem sobie w takim miejscu odmówić dziczyzny - steku z jelenia :)

Trzeciego dnia daliśmy się wywieźć gdzieś w teren na dłuższą trasę, aby poznać szerzej okolicę. Kajakowanie zaczęliśmy spod wsi Rosocha, a połowa trasy, po małym postoju w Ukta, pokrywała się z już przepłyniętym przez nas w poprzednich dniach odcinkiem.

Każda trasa była urozmaicona w piękne i malownicze widoki krajobrazu rozciągające się na okoliczne tereny wokół rzeki. Można było spotkać nie tylko łabędzie i kaczki, ale także zahaczyć i o krowy, czy inne domowe zwierzaki. A rozciągające się zarośla, krzaki, las, czy pola, a nawet obrośnięte trawą mazurskie chaty, dodawały uroku temu miejscu... dzięki ciągle zmieniającej się aurze wiosłowanie nie było monotonne i nudne.

Starałem się uchwycić większość tego niepowtarzalnego krajobrazu na fotkach, których część właśnie tutaj w notatce załączyłem, a całość znajduje się w albumie Kajaki nad Krutynią.

Wspominając jeszcze poprzedni wypad nad Wartę, ciężka impreza dnia poprzedniego nieco uprzykrzała mi pływanie, szczególnie że było to moje pierwsze spotkanie z kajakiem. To jednak na lekkim kacu nie pływało się tak źle, a i pogoda nie była zła i nie przypiekało słońce. Ale po wszystkim nieźle zmęczony z bólem głowy wyglądałem jak siedem nieszczęść, które zostały uchwycone na fotografii pamiątkowej ;)

Wszystko fajnie, ale szkoda, że ominęła mnie nocna próba defilady i sama defilada z okazji święta Wojska Polskiego. Ale obiecałem sobie, że za rok już nie odpuszczę i się wybiorę na te jakże interesujące wydarzenia, szczególnie te nocne. W przyszłym roku 15-sty wypada w środku tygodnia, to ewentualne odpoczywanie można przesunąć na drugą cześć tygodnia. A skorzystać z okazji i bliżej przyjrzeć się armii ;)

One thought on “Trip: Kajaki nad Krutynią”

  1. Kajaki to świetna sprawa. Dodatkowo jeśli towarzyszy nam tak malowniczy krajobraz – taki jak przy lini spływu Krutynią to mamy idealny przepis na udany kilkudniowy wyjazd. Super artykuł. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *