A liczba jego trzydzieści trzy…

No i stało się, czas tak szybko zapieprza i na karku już kolejny rok... 33 lata...

Ponoć prawdziwe życie zaczyna się po 30-stce, a nawet po 40-stce. Mam nadzieję, bo po przekroczeniu 40 lat chcę przejść na swoją prywatną emeryturę lub chociaż zmarginalizować czas poświęcany na pracę, co pozwoli w pełni korzystać z życia, realizować kolejne cele i marzenia. Czy to się uda? Zobaczymy... trzeba przeć do przodu i wyznaczać kolejne cele.

Warto uświadomić sobie, że każdy wiek ma swoje plusy (a co za tym idzie także i minusy). Po przekroczeniu magicznej liczby 30 miałem trochę różnych przemyśleń, których niestety nie udało mi się ostatecznie odnotować w czasie doświadczania tego przełomowego momentu w moim życiu (30 lat minęło...). Teraz mam podobnie. Wydawało by się, że jest wiele uwag i przemyśleń z tym związanych, ale rzeczywistość jest okrutna. Bo tak naprawdę to nic się nie zmienia. Nic co dałoby się jakoś szybko zauważyć...

Jedynie co udaje mi się zauważyć to przyspieszenie, jak po 20-stce, po 25-ciu latach życia, czas nagle zaczął przyśpieszać. Z każdym mijającym rokiem coraz bardziej i szybciej. Tak jakby nagle rok, miesiąc, tydzień stawał się coraz krótszy. Ale to przecież nie może być prawda, bo wszakże prawa fizyki są w tej kwestii nieubłagane.

Starość nie radość, ale coś na rzeczy musi być, bo siły do działania jakby mniej. Dziwne to, bo motywacja jest, chęć jest, ale energii i siły brak. Szczególnie zacząłem dostrzegać to od jakiegoś czasu, gdy zmęczony wracając z pracy do domu nie maam ochoty do działania... w kodzie grzebać się nie chce, babrać się w drucikach z lutownica w ręce także... A planów jest wiele. Piętrząca się lista rzeczy i projektów do zrobienia, lista ciekawych tematów, z którymi powinienem się zapoznać i pobawić. I te ciągłe przekładanie na później, bo teraz nie ma czasu lub energii.

Mam nadzieje, że jest to spowodowane tylko i wyłącznie chwilowym zmęczeniem i ewentualnym przewlekłym problemem z odpowiednim i dobrym planowaniem czasu. No ale w mojej branży, szacowanie zawsze było problematyczne i zawsze miałem z tym jakieś problemy. No i ten nadmiar pomysłów, chęci zrealizowania lub chociaż spróbowania wielu ciekawych rzeczy. Z czegoś trzeba umieć zrezygnować... byle nie kosztem satysfakcji i zadowolenia.

O ile powyższe uwagi dotyczą głównie moich lokalnych i krótkoterminowych planów i działań, to na szczęście te globalne, długoterminowe są w miarę stabilne. Stabilne czy pewne, ale warto co jakiś czas je rewidować, aby wiedzieć na czym się stoi i do czego się dąży. Z tym akurat u mnie dobrze, grunt to trzymać się swoich zasad i działać. W tym wieku to już wypada mieć wszystko po części zaplanowane, a przynajmniej oszacowane jakieś kamienie milowe...

Trochę wyszło smęcenia, ale nie było celowe. Czas wracać do swoich zajęć i działania, a nie tylko projektowania, planowania i oglądania na youtubie "jak to robią inni", no ale skądś trzeba przecież czerpać tą wiedzę. No i oczywiście muszę też pomyśleć nad jakimś prezentem urodzinowym... No to jedziemy z tematem...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *