Trip: Jesień na Cyprze

Wystarczyły tylko nieco ponad 3 godziny lotu, aby z warszawskiej ponurej jesiennej aury, deszczu i zimna (około 7 stopni), przenieść się w całkiem odmienną, ciepłą cypryjską jesień (27 stopni). Już po przylocie na wyspę, ciepły wieczór w Larnace i pierwsza noc w Limassol, w oparach 22 stopniowego ciepła zdradzała, że będzie gorąco… i było, jak to bywa w ciepłych krajach. Ale krótko, bo tygodniowe wakacje na Cyprze dobiegły końca i znów trzeba wrócić do chłodnej, warszawskiej rzeczywistości.

Uznałem, że to dobry moment, aby zacząć choćby krótkim tekstem wspominać o różnych wyjazdach, wycieczkach, wakacjach i małych tripach na swoim blogu, dzienniku, aby nie zapomnieć, bo ostatnio już się gubię, co, kiedy i gdzie ;)

Zwiedzanie

Plan wycieczki był prosty, jak zawsze, zwiedzić i zobaczyć jak najwięcej, czyli mały tour po kilku miastach wokół wyspy: LimassolPafosAkamasNikozjaKireniaFamagustaLarnaka

Limassol

Prosto z lotniska wsiedliśmy w autobus i po około godzinie nocnej jazdy byliśmy już na miejscu w pierwszym mieście. Noc ciemna, więc nie było co podziwiać w czasie podróży, a do tego lekko zmęczeni i znużeni… ale następnego dnia z rana wypad na miasto.

Mimo, iż Limassol jest drugim co do wielkości miastem Cypru, to jakoś nie wydawało się takie duże. Może to za sprawą nikłej starówki (lub jej braku), bo prócz zamku oraz (standardowo) kilku kościołów (np. katedra Agia Napa) i meczetów nie było co w mieście zwiedzać.

A i jeszcze przeszliśmy się główną promenadą wzdłuż wybrzeża, zahaczyliśmy o jedną plażę i dalej powędrowaliśmy prosto do Ogrodów Miejskich na drugim końcu miasta.

Poza miastem, w okolicach miejscowości Kolossi znajduje się jakiś zamek, ale tam akurat się nie wybieraliśmy, po prostu nie było tego w planach. Także jeden dzień poświęcony na ogarnięcie miasta w zupełności nam wystarczył.

Pafos

W Pafos było już nieco więcej atrakcji. Nie kojarzę za bardzo starej części miasta, ale dobrze pamiętam zamek oraz położony nieopodal Park Archeologiczny, gdzie można było zobaczyć ruiny świątyń i innych budowli, wraz ze starożytnymi mozaikami, zachowanymi tu i ówdzie (warto zaznaczyć, że to polska ekipa archeologiczna z Uniwersytetu Warszawskiego odkryła dużo ciekawych znalezisk).

Zobaczyliśmy także starą latarnię morską (znajdująca się na terenie parku). Godny polecenia jest Kościół Agia Kyriaki Chrysopolitissa wraz z ruinami starej wczesnochrześcijańskiej bazyliki i słupem przy którym według tradycji biczowano św. Pawła.

Z braku czasu zrezygnowaliśmy z Grobowców Królewskich (Tombs of the Kings) znajdujących się na północy miasta. Sądząć po zdjęciach musi to być całkiem niezłe miejsce. Bardzo podobne do rzymskich i greckich ruin świątyń, jakie można zobaczyć we Włoszech i Grecji. Wydaje się zdecydowanie lepsze niż to co można było zobaczyć w Parku Archeologicznym. Szkoda, że nie udało nam się zahaczyć o to miejsce.

W mieście byliśmy tylko 2 dni, z czego jeden był przeznaczony na wycieczkę na półwysep Akamas.

Akamas

Z Pafos poprzez przesiadkę w Polis dotarliśmy na północno-zachodni zakątek wyspy, na półwysep Akamas, do Parku Narodowego. Główną atrakcją regionu są Łaźnie Afrodyty (Baths of Aphrodite) i szlaki którymi ta bogini podążała (Aphrodite Trail Rastbank). Wybraliśmy się w trasę zaczynając od łaźni, ale te skałki jakoś nie zrobiły na nas wielkiego wrażenia… Zatem dalej powędrowaliśmy zdobywać szczyt, zaczynając od górzystej strony, pnąc się coraz wyżej. W końcu to tylko 15km, więc miało pójść szybko…

Gdyby nie widoczna zieleń i drzewa, momentami można było pomyśleć, że to jakaś misja na Marsie. Wszędzie czerwono, piasek, żar, jakby na pustyni… Ale w połowie drogi, zdobywszy szczyt, czekała na nas nagroda. Ławka na skraju przepaści, ze wspaniałym widokiem na wybrzeże i lagunę… Jest to dobre miejsce na mały odpoczynek i przekąskę ;)

Powrót z góry wiedzie wzdłuż wybrzeża, więc ładne widoki nieskażonej cywilizacją natury towarzyszyły nam całą podróż, a droga była bardzo prosta. Na szlaku udało nam się spotkać (być może) Muflona, choć wielce prawdopodobne, że to zwykła cypryjska koza (kozica).

Nikozja

Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale wyspa Cypr podzielona jest na dwie części-państwa, na część grecką, leżąca w Unii Republikę Cypryjską oraz na część turecką, nieuznawaną przez większość państw świata Turecką Republikę Cypru Północnego. To właśnie, podobnie jak w powojennych Niemczech, w stolicy przebiega granica obu państw – „Zielona Linia” dzieląc nie tylko wyspę, ale i miasto na dwie części.

Tego dnia, którego dotarliśmy do stolicy wyspy, zwiedziliśmy grecką część miasta. W części tej także nocowaliśmy przez cały pobyt w mieście. Ale dwa kolejne dni przeznaczyliśmy na turecką część. Była to nasza baza wypadowa do wycieczek i eksploracji tureckiej części wyspy oraz przy okazji (przystanki odjazdowe poza murami miasta) do zwiedzenia tureckiej części Nikozji.

Całe Stare Miasto jest otoczone weneckimi murami i fortyfikacjami obronnymi ze specyficznymi ostrokątnymi bastionami, a do miasta można dostać się tylko przez kilka bram.

Po greckiej stronie nasze wędrówki po mieście zaczęliśmy od Bramy Pafijskiej (południowo-zachodnia storna) i głównie wędrowaliśmy w pobliżu murów. Ale nim weszliśmy do miasta, przy samej bramie, poza murami miasta, znajduje się w Park Miejski (obok Parlamentu Cypryjskiego), a nim kilka pomników, z których jedynie zainteresował mnie ten poświęcony Gagarinowi.

Wokół niektórych bastionów zlokalizowano zielone tereny, albo parkingi, ale można nawet spotkać inne ciekawe monumenty. W Bastionie Constanza meczet Niosącego Sztandar (Bayraktar Camii), czy odlany z brązu Pomnik Wolności w Bastionie Podacataro. A w pobliżu pomniku pozostały ruiny dawnego ujścia akweduktu. Ostatni Bastion Caraffa zawiera Bramę Famagusty.

W mieście można znaleźć wiele kościołów i katedr, ale z ciekawszych miejsc jakie odwiedziliśmy to Pałac Arcybiskupi, kościół Feneromenii, Trypiotis (kościół Archanioła Michała), kościół Panagia Chrysaliniotissa, meczet Omeriye, a po jego drugiej stronie łaźnie.

nikozja-przejscie-graniczne

Nikozje Północną (turecka cześć) zwiedzaliśmy w drodze i powrotach z wycieczek po tureckich obszarach wyspy. Zaczynając w sumie od Bramy Kyreńskiej, przed która stoi pomnik pierwszego prezydenta Cypru Północnego (nie pamiętam nazwiska). W murach miasta za bramą znajduje się stary klasztor Mevlevi Tekke, obecnie oddział muzeum. A im dalej w głąb miasta, tym więcej ciekawych monumentów do zobaczenia.

Największym meczetem jest meczet Selima (Selimiye Camii), który kiedyś był katedrą koronacyjną Lusignanów i kościółem gubernatorów weneckich. Obok niego, jeden najstarszych zabytków, XII wieczny kościół bizantyjski, wypełniający lukę pomiędzy meczetem a krytym bazarem Bandabuliya (Belediye Pazari). Nieopodal warto też zobaczyć kawałek prawdziwej osmańskiej architektury w postaci starego tureckiego „Wielkiego Zajazdu” (Buyu Han).

Po drugiej stronie miasta (wschodnia flanka) w drodze do meczetu Arabahmet i kościoła ormiańskiego Ermeni Kilisesi zahaczyliśmy o plac Ataturka z wielką „Kolumną Wenecką„. Przemierzając te rejony prawie doszliśmy już do samej granicy – Zielonej Linii.

Staraliśmy się w miarę możliwość zobaczyć wszystkie ciekawe miejsca części tureckiej i greckiej, bo jest ich wielec. Większość z nich odwiedziliśmy, ale nie wszystko da się zobaczyć, czy uchwycić na zdjęciach oraz w pamięci.

O ile mam wrażenie, że w wielu (wielkich i wspaniałych) zachodnich miastach (i stolicach) można czasami spotkać niezły bałagan i brud, to tutaj nie było inaczej. Albo może to tylko ja trafiam w złe miejsca. Niestety to co zastaliśmy po tureckiej części miasta było jeszcze gorsze – rozwalające się budynki, domy, stare kościoły i inne zabytki (nie tureckie). Dotyczy to oczywiście starej części miasta i jego centrum, gdyż poza murami świat wygląda całkiem inaczej, jak w każdym dużym mieście, nieco normalniej. Przeczytałem gdzieś w przewodniku, że w starej części miasta pozostali tylko starzy i biedni ludzie, a pozostali wynieśli się poza mury lub na przedmieścia, i chyba jest to prawdą. Ale nie znaczy to wcale, że w tureckiej części jest tragicznie, jest wiele fajnych knajpek i miejsc, gdzie można miło spędzić czas, ale w porównaniu do greckiej części, jest ich bardzo mało.

Kirenia

Pierwszą wycieczką po tureckiej stronie był wypad do Kirenii, malowniczego miasteczka portowego. Czas dojazdu z Nikozji Północnej do miasteczka to tylko nieco ponad pół godziny.

Stare centrum miasta jest bardzo małe, skupione wokół starego zamku z czasów rzymskich i weneckich oraz portu. Toteż w tej okolicy spędziliśmy najwięcej czasu, spacerując po wybrzeżu, porcie, podziwiając nie tylko sam port, ale też zacumowane w nim statki i ciesząc się wspaniałym widokiem, z jednej strony na centrum miasta, a z drugiej na falujące morze.

A całą wycieczkę po mieście zaczęliśmy od starych murów zamku. Jak każdy port musi być również latarnia morska. A z innych zabytków, o które zahaczyliśmy po drodze to „Okrągła Wieża”, za to nie przypominam sobie żadnych kościołów, czy meczetów.

Nie wypadało odmówić sobie chwili relaksu na ławeczce przy porcie, gdzie przyjemny, chłodny podmuch wiatru z nad morza był ukojeniem w ten upalny dzień, a także w kawiarence przy filiżance tureckiej kawy i kawałku tradycyjnej baklawy.

Famagusta

Autobus z Nikozji zatrzymuje się obok ronda z Pomnikiem Zwycięstwa, a to bardzo blisko głównej „Bramy Lądowej” do Starego Miasta, otoczonego weneckimi fortyfikacjami z Cytadelą. W Famaguscie znajduje się wiele historycznych zabytków, niestety wiele z nich w tragicznym stanie. W większości są to ruiny gotyckich i łacińskich kościołów (oraz późniejszych meczetów). Duża część zabytków została zniszczona przez najeźdźców i ostrzał artylerii tureckiej w XVI w., a także poprzez brak jakiejkolwiek opieki i niezbędnych remontów…

Jedną z najwspanialszych zabytków średniowiecznych jest Meczet Lala Mustafa Paszy, który pierwotnie był katedrą św. Mikołaja. Podobnie jak XIV wieczny dawny kościół św. Piotra i Pawła, który później zamieniono na meczet Sinan Pasa Camii. Pozostałości pałacu weneckiego gubernatora również jeszcze stoją ;)

Stare Miasto chyba jest największym zbiorowiskiem ruin XIII-XV wiecznych kościołów i katedr, od łacińskich, greckich, ortodoksyjnych, ormiańskich, po nestoriaśkie, klasztorne, czy świątynię Templariuszy. Szkoda, że to ruiny w dosłownym tego słowa znaczeniu, choć na szczęście jeszcze nie wszystkie…

W mieście znajduje się opuszczona przez Greków dzielnica Warosia, będąca obecnie pod kontrolą sił bezpieczeństwa ONZ. Jest to zamknięta dla ludzi część miasta, w której niszczeją domy i hotele, opuszczone przez jej mieszkańców po inwazji tureckiej (całkiem możliwe, że przypomina to opuszczone miasto Prypeć pod Czarnobylem).

Larnaka

Ostatniego dnia rano wracamy do Larnaki, miejsca odlotu, aby jeszcze przed wieczornym lotem pozwiedzać to miasto. Planowaliśmy pooglądać resztki zabytkowego miasta Kition, które zostało przykryte współczesną zabudową, którego kilka miejsc z ruinami budowli i wykopaliskami jest odkryte i dostępne do oglądania. Niestety wszystkie były ogrodzone i zamknięte. Wielka szkoda.

Za to posiedzieliśmy i pospacerowaliśmy po głównej promenadzie miasta, zwanej „ulicą palmową” (Finikoudes), ciągnącą się wzdłuż całego wybrzeża. Po jednej stronie miejskie plaże, a po drugiej, za ulicą, knajpki, restauracje i puby. A na końcu fort, a w jego okolicy „Wielki Meczet” Ali Kebira, przerobiony w czasach panowania tureckiego, z dawnego późnośredniowiecznego kościoła Katolickiego. Takich przeróbek kościołów na meczety na wyspie można znaleźć wiele…

Poszliśmy w głąb miasta, poszukać nieco spokojniejszej kawiarni i okolicy, niż to co znajdowało się przy promenadzie. I znaleźliśmy małą kawiarnię wokół placu znajdującego się przy Kościele Łazarza – Agios Lazaros, które jest jedną z głównych atrakcji miasta (wtedy nie byłem tego świadomy, więc nie zrobiłem zdjęć z innych stron). Ostatnia cypryjska kawa wraz z podwójnym czekoladowym ciachem i chwila by nacieszyć się ostatnimi godzinami wakacji…

Był to piątek, tego dnia na Cyprze obchodzony był Dzień Niepodległości, więc dało się zauważyć trochę zakorkowane niektóre ulice. Zapewne z powodu zbliżających się pochodów, parad, czy wieców. Jedną, z płonącymi pochodniami, udało się nam zobaczyć z bliska, z autobusu jakim właśnie próbowaliśmy się dostać na lotnisko.

Jedzenie…

Cypryjska kuchnia jest niezłą mieszanką greckich i tureckich klimatów kulinarnych. O dziwo, nie spotyka się wielkiego wpływu śródziemnomorskiego z owocami morza, czy rybami, jak przystało na wyspę. Za to dużo potraw mięsnych z jagnięciną, wieprzowi na i drobiem, co nie ukrywam, bardzo mi odpowiadało.

Nie wypadało, wiec nie spróbować znanych i popularnych potraw, a trochę tego było. Grillowane szaszłyki – souvla, grecką musakę i tureckie kebaby w różnorakiej postaci. Wszystko ładnie doprawione europejskimi i orientalnymi przyprawami. A do tego wspaniały chlebek – pita, albo frytki lub to i to, bo czemu nie… ewentualnie ryż.

Tradycyjne kiełbaski – soutzoukakia, podobnie jak w innych krajach regionu, zrobione są z mielonego mięsa i bardziej przypominają nasze polskie kluski/kotleciki mielone, niż kiełbasę. Cypryjska specjalność, kozi ser holloumi, przypominający mozzarellę, nie był moim faworytem, ale dziewczyna nie narzekała ;)

O słodyczach i deserach to raczej nie będę się wypowiadał, ale cypryjska i turecka kawa, parzona w tradycyjnym małym tygielku, bez ciastka i baklawy byłaby stracona.

Popularnym trunkiem jest tradycyjne rodzime wino z lokalnych upraw winorośli. Niestety z lokalnych browarów to słabo, jedynie piwo Keo jest cypryjską marką. Można dostać w marketach i pubach inne europejskie piwa, w tym także z Polski. No i nie można zapomnieć o rakii, czasami dołączanej na pożegnanie po obfitym posiłku.

Ciekawostka, w Nikozji (grecka strona) w jednym z supermarketów można było nadziać się na kilka eksportowych polskich produktów, standardowo nabiał i browary, czyli ser Mlekovity i piwo prosto z łomżyńskiego browaru (nie licząc rozlewanych na eksport w PL kilku innych browarów). Niestety nigdzie nie trafiłem na polską wódeczkę.

Transport i noclegi…

A jak to już jest w zwyczaju, Anna znalazła fajne miejsca, gdzie mogliśmy się zatrzymać – różnego rodzaju pensjonaty, małe hoteliki lub hostele. Wszystkie w miarę blisko do kluczowych dla nas miejsc, czyli starego miasta i dworca, choć czasami bywało ciężko znaleźć cos odpowiedniego, więc trzeba było „dymać z buta”.

Gdyby nie lewostronny ruch, pewnie przemieszczalibyśmy się samochodem, a tak trzeba było polegać na komunikacji publicznej i cypryjskich pks-ach. Mimo pewnych niewygód to jakoś bardziej wolę ten środek transportu. Można wtedy oddać się podziwianiu, rozmyślaniu i komplementowaniu widoków, a nie skupianiu się na prowadzeniu samochodu. Z drugiej strony, wiele fajnych miejsc znajdowało się w okolicach miast, które odwiedzaliśmy, więc pewnie z samochodem można byłoby się wybrać w głąb wyspy, poza miejskie obszary i poznać wyspę „od środka”.

Dla przypomnienia informacja o tym, że Cypr nie jest w strefie Schengen, więc na lotniskach trzeba było przejść kontrole paszportowe, ale wystarczyły jak zawsze same dowody osobiste, również na przejściach między grecką i turecką częścią wyspy.

Z tego miejsca należą się podziękowania mojej dziewczynie, która ogarnęła całą logistykę i planowanie, nie tylko przejazdów oraz noclegów, za mile towarzystwo i przetrwanie mojego marudzenia, że „ciepło…”;)

Niestety tak samo jak powrót do rzeczywistości po wakacjach jest ciężki, podobnie wygląda sprawa z ogarnięciem zdjęć z wyjazdu i napisania tych kilku zdań. Zatem jak tylko uda mi się uporządkować te kwestie, to kilka zdjęć i nieco szerszy opis tutaj zamieszczę ;)

2 przemyślenia nt. „Trip: Jesień na Cyprze”

  1. O, stary – byłem tam 2.5 roku temu, dokładniej w Pafos. Też bałem się wypożyczyć auto, ale teraz myślę, że trzeba było zaryzykować. Teraz z pewnością jest lepiej niż latem – podobno jak zostawisz auto na słońcu to potrafi się tak nagrzać, że nie da się do niego dotknąć. Cypr… może by tam zamieszkać? Święty spokój, wszyscy pięknie mówią po angielsku, morze czyste jak w basenie – nie mówiąc już o podatkach ;)

    Tak czy siak zazdroszczę wyjazdu i nie mogę się nadziwić, że wystarczył ci tylko tydzień :) Czekam na zdjęcia!

    1. No ponoć latem (przez ciepłą połowę roku) średnia temperatura >= 30 stopni, jak dla mnie to za dużo ;)

      Tydzień wystarczył, dziewczyna lubi aktywny wypoczynek, więc harmonogram zwiedzania był napięty (jak zawsze), przez co może fizycznie nie bardzo się wyluzowałem, ale psychicznie wypocząłem.

      Jakoś na dniach, może dziś wieczorem, wrzucę kilka zdjęć i trochę większego opisu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *